Trudno było niektórym opuścić rankiem komfortowy hotel w Czarnej... W głowach szumiał jeszcze refren śpiewanego na wieczornym karaoke przeboju a tymczasem tuż po śniadaniu trzeba było zając miejsca w autobusie wiozącym nas na miejsce skąd wyruszyliśmy na bieszczadzkie bezdroża.
Quadami i terenówkami dojechaliśmy do Soliny. Na największej w Polsce zaporze czekał na nas suto zastawiony stół z drugim śniadaniem przygotowanym przez koleżankę Kornelię z "Pensjonatu u Kmity" oraz atrakcja dnia - zjadz pionowy na linie z korony zapory - tylko dla odważnych !
Wieczorem spotkaliśmy się na "bieszczadzkim końcu świata" - tam gdzie prędzej usłyszysz chrumkanie dwustukilogramowego dzika niż pomruk silnika spalinowego, w miejscu do niedawna znanym tylko możnowładcom poprzedniej epoki strzelającym z kałasznikowa do żubrów i niedźwiedzi - miejsce to nazywa się Muczne a nasza gospoda to "WILCZA JAMA".
Przy regionalnej muzyce i stole pełnym dziczyzny i innych frykasów zakończyliśmy ten pełen emocji i wrażeń dzień. Każdy z uczestników otrzymał pamiątkowy certyfikat.