Od samego początku imprezy Chłopaki ustawili nam wysoką poprzeczkę, jak się okazało to już kolejna impreza na quadach i każdy z nich ma duże zamiłowanie do sprzętu i błota. Bieszczady zweryfikowały umiejętności tych najbardziej napalonych, okazało się że teren był bardzie wymagający niż poprzednim razem, a trasa przerosła oczekiwania, czasem przerastała możliwości naszych quadów ale ani razu nie dała radę zgranej załodze. Rozpoczęliśmy od NW części Bieszczad, skąd przeprawialiśmy się quadami i terenówkami na SE, jedną noc spędziliśmy w lesie nocując w wojskowych namiotach i biesiadując przy ognisku i pieczonym dziku. Następnego dnia po kąpieli w górskim potoku było równie ciężko - tym razem na pokładzie samochodów terenowych, ale starym bieszczadzkim zwyczajem niekiedy im gorzej tym lepiej… Wydawało nam się że ostatkiem sił dotarliśmy tego dnia do cywilizowanego ośrodka w Czarnej, jednak chłopaki (i jedna Marzenka) dopiero się rozkręcali.
Po zakończeniu rejsu motorówkami ostatniego dnia, ciężko było się pożegnać, mamy wrażenie że tym razem udało się nam zorganizować nie tylko udaną imprezę ale również nawiązać ciekawą znajomość, która pewnie zaowocuje w przyszłości jeszcze nie jednym spotkaniem …Do zobaczenia w Krainie Wilka !